W minioną sobotę (18.01.2014 r.), miałam ogromną przyjemność obejrzeć prapremierowy spektakl wystawiany w Teatrze Miejskim im. Gombrowicza w Gdyni. Sztuka napisana przez Pawła Huelle z myślą o aktorach gdyńskiego teatru i jego patronie – „Kolibra lot ostatni”. Jest to już kolejna owocna współpraca pisarza z reżyserem Krzysztofem Babickim, jednak pierwsza zrealizowana na dużej scenie tegoż teatru.
| od lewej: E. Kujawski, G. Wolf, D. Lulka, D. Szymaniak; foto: Bernie Kramer (źródło) |
W spektaklu zobaczymy cały zespół aktorów – jest to zatem niecodzienny widok, gdyż dyrektorzy niechętnie zgadzają się na tak wysokobudżetowe przedsięwzięcie, co Paweł Huelle obecny na prapremierze, podsumował anegdotą:
"Przychodzi autor do dyrektora teatru z napisana sztuką. Dyrektor pyta:
– Ile osób?– Osiem.
– Niedobrze, zredukować…”
Jednak raz na jakiś czas widzowie dostają szansę podziwiania całego zespołu – a naprawdę warto.
| Paweł Huelle (autor sztuki), foto. Iwona Burdzanowska / AGENCJ (źródło) |
Osobiście kiedy słyszałam nazwisko Gombrowicz, nie reagowałam zbyt entuzjastycznie. Kojarzył mi się on jedynie z bardzo nielubianą lekturą „Ferdydurke”, upupianiem i właściwie niczym pozytywnym... spektakl o Gombrowiczu? O zgrozo, co to będzie? Otóż zaskoczenie. Huelle przybliżył mi nie tylko samą postać Gombrowicza, ale i namiastkę jego twórczości w sposób przystępny i lekkostrawny dla zwykłego zjadacza chleba. Jedyne co mi przeszkadzało to zabawne dla wielu widzów nawiązania do charakterystycznych miejsc w Gdyni, o których jako gdańszczanka pojęcia mieć nie mogę, a co za tym idzie pośmiać się również nie mogłam – jest to jednak zarzut bardzo subiektywny.
Jestem również fanką łyżwiarstwa figurowego. Ocena występu zawodnika składa się tu z ocen cząstkowych za elementy techniczne, jak i komponenty (elementy artystyczne). Gdybym miała w ten sposób oceniać Kolibra – warsztatowo, aktorzy byli przygotowani świetnie, zaś co do artystycznej strony – scenografia: pomysłowa, oszczędna, bez zbędnych ceregieli; kostiumy znakomite; muzyka fantastyczna. Jak wspominałam już przy okazji „Królowej śniegu”, uwielbiam musicale – w Kolibrze zaś twórcy uraczyli widzów trzema piosenkami – fantastyczną pieśnią w wykonaniu całego zespołu (w tym momencie nie pamiętam tytułu), mniej udanym „Tangiem milonga” śpiewanym przez p. Monikę Babicką i ku mojej radości – choć nie mogę zrozumieć wyboru takiego repertuaru w kontekście spektaklu i postaci Lili – „Brunetki, blondynki” w solowym i jak zawsze perfekcyjnym wykonaniu p. Beaty Buczek-Żarneckiej, która odpowiada również za układy taneczne w spektaklu.
| Scena zbiorowa (wspólna piosenka), foto. Bernie Kramer (źródło) |
Akcja rozgrywa się w Gdyni, dzień przed wypłynięciem Gombrowicza do Argentyny. Witoldo (znakomita kreacja Dariusza Szymaniaka) zostaje oskarżony o morderstwo - przesłuchanie, dochodzenie... zeznania Gombrowicza przywoływane są na scenie jako retrospekcje. Kto zabił Walka (w tej roli, jak zawsze wspaniały, Szymon Sędrowski)? Czy wydarzenia te miały miejsca naprawdę czy działy się jedynie w czyjejś wyobraźni? Te pytania pozostawię bez odpowiedzi... Jednak po cenne i niezapomniane wrażenia odsyłam do spektaklu!
| Scena zbiorowa, foto. Bernie Kramer (źródło) |
Pożegnam dziś Was, chyba pierwszy raz w życiu cytując W. Gombrowicza...
"Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz