piątek, 31 stycznia 2014

Jak zostać trupem na zlecenie... czyli "Udając ofiarę" w Teatrze Horzycy



            Wala – młody chłopak, który po utracie ojca, nie potrafi odnaleźć się wśród żywych… Zatrudnia się bowiem w policji jako… trup – potrzebny do przeprowadzenia wizji lokalnej z udziałem domniemanego mordercy. Wala jest przekonany, iż w ten sposób „zaszczepi się” i ochroni przed śmiercią – jednak czy w ten sposób nie szczepi się on właśnie przez życiem?

Maciej Raniszewski i Anna Magalska-Milczarczyk. Fot. Nika Tarnowska
Przyznam, iż treść sztuki jest bardzo interesująca i ma ogromny potencjał – wiele oczekiwałam od aktorów toruńskiego teatru i może zbyt wiele… Coś było nie tak – gatunek to tragikomedia… a tu było za mało tragedii w tragedii, za mało komedii w komedii… Budowanie napięcia w konkretnej scenie, nie zawsze miało puentę np. dygresje policjantki, w formie monologów – widzowie czekali na wyjaśnienie, a tu przychodziło rozczarowanie, bo nie było to ani zabawne, ani zaskakujące… Trudno stwierdzić czy wynika to z samego tekstu sztuki, czy też z formy przekazu...

Od lewej: Maciej Raniszewski, Michał Marek Ubysz, Mirosława Sobik. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl
Momentami sztuka balansuje na granicy dobrego smaku – czy ją przekracza? Pewnie każdy widz ma swoje własne zdanie. Według mnie, jeśli sceny mają być w pewien sposób obsceniczne czy wulgarne to musi to być po coś i w rozsądnych dawkach. Niestety (chociaż już naprawdę widziałam niejedno w różnych teatrach) niektóre sceny w „Udając ofiarę” nie niosąc specjalnego przesłania i mając śmieszyć swoją wulgarnością, nie spełniały swojego zadania a do tego dłużyły się niemiłosiernie…

Maciej Raniszewski i Aleksandra Bednarz. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl
Oczywiście, na ogromne brawa zasługują Michał Marek Ubysz (policjant/ojciec Wali) oraz Grzegorz Wiśniewski (mordercy w wizjach lokalnych/wujek Wali). Bez Michała M. Ubysza sztuka w ogóle nie miałaby tego tragikomicznego „smaczku”. Aktor znakomicie zbudował swoje postaci, które zarówno bawią jak i skłaniają do refleksji. Jako policjant – klnąc jak szewc (pozdrowienia dla Izy), wywrzaskuje swoje frustracje dotyczące bezmyślnego pokolenia, które w morderstwie odnajduje ujmę swojego „widzimisię”... Jako ojciec Wali natomiast, jest głosem z zaświatów, który ma skłonić syna (i widzów) do refleksji nad otaczającym go światem i ludźmi. 

Michał Marek Ubysz. Fot. Nika Tarnowska
Z kolei Grzegorz Wiśniewski brawurowo przybliżał nam sylwetki różnych morderców (z tego co pamiętam w spektaklu są trzy wizje lokalne) i wujka głównego bohatera. Abstrahując od charakteryzacji - G. Wiśniewski grając cztery różne postaci, za każdym razem przyjmuje inny styl bycia, mówi z innym akcentem i mamy wrażenie, że widzimy na scenie kogoś, kto ma rozdwojenie (x2) jaźni – otóż nie, to tylko (i aż!) aktor z prawdziwego zdarzenia!

Od lewej: Maciej Raniszewski, Grzegorz Wiśniewski i Arkadiusz Walesiak. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl
Maciej Raniszewski i Grzegorz Wiśniewski. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl
 Podsumowując – sztuka nie powala na kolana, ale z pewnością czas poświęcony na nią nie będzie zmarnowany. Przecież jeśli jest co krytykować, to należy przy tym zauważyć, iż sztuka skłania nas w takim wypadku do przemyśleń i nie pozostajemy wobec niej obojętni!

Wszystkie wykorzystane zdjęcia można znaleźć tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz