Wala
– młody chłopak, który po utracie ojca, nie potrafi odnaleźć się wśród żywych… Zatrudnia
się bowiem w policji jako… trup – potrzebny do przeprowadzenia wizji lokalnej z
udziałem domniemanego mordercy. Wala jest przekonany, iż w ten sposób „zaszczepi
się” i ochroni przed śmiercią – jednak czy w ten sposób nie szczepi się on właśnie
przez życiem?
| Maciej Raniszewski i Anna Magalska-Milczarczyk. Fot. Nika Tarnowska |
Przyznam, iż treść sztuki jest
bardzo interesująca i ma ogromny potencjał – wiele oczekiwałam od aktorów
toruńskiego teatru i może zbyt wiele… Coś było nie tak – gatunek to
tragikomedia… a tu było za mało tragedii w tragedii, za mało komedii w komedii…
Budowanie napięcia w konkretnej scenie, nie zawsze miało puentę np. dygresje
policjantki, w formie monologów – widzowie czekali na wyjaśnienie, a tu przychodziło
rozczarowanie, bo nie było to ani zabawne, ani zaskakujące… Trudno stwierdzić
czy wynika to z samego tekstu sztuki, czy też z formy przekazu...
| Od lewej: Maciej Raniszewski, Michał Marek Ubysz, Mirosława Sobik. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl |
Momentami sztuka balansuje na
granicy dobrego smaku – czy ją przekracza? Pewnie każdy widz ma swoje własne zdanie.
Według mnie, jeśli sceny mają być w pewien sposób obsceniczne czy wulgarne to
musi to być po coś i w rozsądnych dawkach. Niestety (chociaż już naprawdę widziałam
niejedno w różnych teatrach) niektóre sceny w „Udając ofiarę” nie niosąc
specjalnego przesłania i mając śmieszyć swoją wulgarnością, nie spełniały swojego zadania a do tego dłużyły się
niemiłosiernie…
| Maciej Raniszewski i Aleksandra Bednarz. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl |
Oczywiście, na ogromne brawa
zasługują Michał Marek Ubysz (policjant/ojciec Wali) oraz Grzegorz Wiśniewski (mordercy w wizjach lokalnych/wujek Wali). Bez Michała M. Ubysza sztuka w ogóle
nie miałaby tego tragikomicznego „smaczku”. Aktor znakomicie zbudował swoje
postaci, które zarówno bawią jak i skłaniają do refleksji. Jako policjant –
klnąc jak szewc (pozdrowienia dla Izy), wywrzaskuje swoje frustracje dotyczące bezmyślnego pokolenia, które w morderstwie
odnajduje ujmę swojego „widzimisię”... Jako ojciec
Wali natomiast, jest głosem z zaświatów, który ma skłonić syna (i widzów) do
refleksji nad otaczającym go światem i ludźmi.
| Michał Marek Ubysz. Fot. Nika Tarnowska |
Z kolei Grzegorz Wiśniewski brawurowo przybliżał
nam sylwetki różnych morderców (z tego co pamiętam w spektaklu są trzy wizje
lokalne) i wujka głównego bohatera. Abstrahując od charakteryzacji - G. Wiśniewski grając cztery różne postaci, za każdym razem
przyjmuje inny styl bycia, mówi z innym akcentem i mamy wrażenie, że widzimy na
scenie kogoś, kto ma rozdwojenie (x2) jaźni – otóż nie, to tylko (i aż!) aktor
z prawdziwego zdarzenia!
| Od lewej: Maciej Raniszewski, Grzegorz Wiśniewski i Arkadiusz Walesiak. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl |
| Maciej Raniszewski i Grzegorz Wiśniewski. Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl |
Podsumowując – sztuka nie powala
na kolana, ale z pewnością czas poświęcony na nią nie będzie zmarnowany. Przecież
jeśli jest co krytykować, to należy przy tym zauważyć, iż sztuka skłania nas w takim wypadku do
przemyśleń i nie pozostajemy wobec niej obojętni!
Wszystkie wykorzystane zdjęcia można znaleźć tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz