wtorek, 4 lutego 2014

„To się nie kończy... To się nigdy… nie skończy”

Oglądanie spektakli teatralnych często skłania mnie do refleksji i szerszego zapoznania się z przedstawionym tematem. Dla mnie, teatr nie jest tylko rozrywką, ale i (jeśli nie przede wszystkim) okazją do zgłębienia historii, którą twórcy sztuki uznają za wartą uwiecznienia w pamięci widzów teatralnych. Ogromne wrażenie wywarła na mnie sztuka wyreżyserowana przez Krzysztofa Babickiego, pt. „Idąc rakiem”- miałam przyjemność być na premierze. Spektakl jest na podstawie powieści Guntera Grassa, wystawiany na Darze Pomorza w Gdyni, przez aktorów gdyńskiego Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza.


Scena zbiorowa, źródło zdjęcia

Przedstawiona w „Idąc rakiem” historia, dotyczy rodziny Pokriefke, która uratowała się z tragicznie zakończonego, ostatniego rejsu statku o nazwie Wilhelm Gustloff. Pomijając liczne walory artystyczne spektaklu i dzieje bohaterów w nim przedstawionych, chciałabym przybliżyć jedynie fakty na temat katastrofy, o których nie miałabym pojęcia, gdyby nie sztuka K. Babickiego. Wilhelm Gustloff nie był statkiem pasażerskim, a jednak podczas wojny, 30. stycznia 1945 r., oprócz żołnierzy, miał przewieźć tysiące uchodźców – cywilów i dzieci. Został wówczas trafiony przez 3 torpedy, sowieckiej łodzi podwodnej. Na pokładzie zatopionego w 1945 r. statku, znajdowało się około 9 tys. ludzi – do dziś, jest to największa katastrofa na morzu, gdyż żadne inne zatonięcie jednego statku nie niosło za sobą aż tak potężnej liczby ofiar (dane zaczerpnięte ze strony http://www.tygodnik.com.pl/numer/274810/trenkner.html dostęp 20.12.2013 r.). Biorąc pod uwagę fakt, iż na Titanicu – najsłynniejszym statku, który tragicznie zatonął – zginęło około 1500 osób, katastrofa Gustloffa robi przy tym piorunujące wrażenie….


R. Kowal, D. Szymaniak, źródło zdjęcia

Po obejrzeniu spektaklu, zadawałam sobie pytanie – dlaczego nigdy o tym nie słyszałam? Dlaczego nie mówi się o tej tragedii na lekcjach historii? Zaczęłam poszukiwać informacji o katastrofie Gustloffa, starałam się rozpowszechniać zdobytą wiedzę wśród bliskich. Jednak kiedy opowiadałam o tym wydarzeniu znajomym, często słyszałam komentarze typu „była wojna, a tam zginęli Niemcy – dobrze im tak”. Na próżno tłumaczyłam, że owszem, tam zginęli Niemcy – ale cywile i kilka tysięcy dzieci. Uświadomiłam sobie w tym momencie, iż w ludzkim przekonaniu, ciągle istnieją dwa rodzaje moralności – moralność i moralność wojny…

D. Lulka, źródło zdjęcia.
Kilka miesięcy po premierze, spektakl został nagrany przez TVP Kultura, więc jeśli ktokolwiek będzie miał okazję poświęcić chwilę na teatr telewizji, szczerze polecam seans. Natomiast jeśli ktoś byłby chętny, aby obejrzeć spektakl na żywo - prawdopodobnie już wiosną będzie to możliwe - przypominam, iż spektakl wystawiany jest na Darze Pomorza, więc zimą nie jest grany, ale warto poczekać nawet te parę miesięcy. Wrażenia epickie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz